Czy zostanie nam tylko skóra z jesiotra?

dr Michał Skóra</span<

Facebooktwitterpinterestmail

Berlin. Müggelseedamm. Zima. Styczeń. Biorę udział w naradzie o działaniach nad przywróceniem jesiotra ostronosego do naszych wód. Mają go nasi gospodarze, mamy go i w Polsce. Jego potomstwo ma służyć do odtworzenia populacji bałtyckiego jesiotra. Genetycznie najbliżej mu do naszych muzealnych okazów. Początkowo importowaliśmy ikrę z ryb poławianych w Kanadzie w rzece Św. Jana, a to wymagało organizacji kilku ekspedycji, połowów jesiotrów na miejscu, sztucznego tarła i w końcu transportu do Europy. Dziś rozradzamy osobniki, które mamy w wybranych ośrodkach, zaś połowów tych ryb w Kanadzie zakazano. Krótko mówiąc: mieliśmy fuksa, że zdążyliśmy z czasem.

Po obradach mam szansę zobaczyć inną żywą rybę. Ta już nie rozradza się w naturze. Zwiedzamy eksperymentalną część Instytutu Leibniza Ekologii Eksperymentalnej i Rybactwa Śródlądowego. W dużych przeszklonych w przedniej części basenach pływają majestatyczne zwierzęta. Nieco później, na zewnątrz w olbrzymim zbiorniku w kształcie dużego cylindra podziwiam przemieszczające się największe trzymane tam osobniki. Tutaj przez niewielkie szklane okno mogę ujrzeć jedynie fragmenty przepływających przy ścianie zbiornika ogromnych ryb. Duże wrażenie robi ukazująca się masywna głowa jesiotra, która po chwili znika, a obraz zastępuje jego ciągnące się długie ciało. Przed kradzieżą ryb chroni drut kolczasty. Jest też informacja dla zuchwałych o zabezpieczeniu prądem. Cóż. Jestem strapiony, bo wiem, że wygasa nam niczym pochodnia kolejny gatunek i zarazem trochę dumny, bo jeszcze zdążyłem go zobaczyć. To jesiotr zachodni. W Polsce żywego osobnika tej ryby nie zobaczymy i nie sprowadzimy nawet do celów ekspozycyjnych. Jest niezwykle mocno chroniony prawem i tak cenny.

Jesiotr zachodni jest trzymany jedynie w dwóch ośrodkach naukowych w Niemczech i Francji.
Występował od Morza Czarnego do Północnego. Współcześnie nie rozradza się naturalnie.

Niedaleko Wrocławia. Maj. Dotarliśmy na hodowlę ryb, gdzie podrasta narybek jesiotra. Tym razem ryby są już poznakowane. Ile tych ryb osiągnie dojrzałość płciową i czy wpłyną do Odry? Trudno dziś wyrokować. Być może nieliczne. Jutro wypuszczamy je do Baryczy. Przez kolejne doby będziemy badali skład ich pokarmu, co będzie wiązało się z biwakowaniem nad rzeką, przegrodzeniem sieciami części koryta rzeki kilka km poniżej miejsca wypuszczenia, odławianiem ryb i płukaniem żołądków złapanym jesiotrom. Aby praca była kontynuowana stale, dniem i nocą, będziemy pracowali w liczniejszym zespole.

Przegląd narybku jesiotra w przeddzień wypuszczenia go do Baryczy.

Drawieński Park Narodowy. Środek lata. Wypuściliśmy do rzeki kilkanaście tysięcy sztuk narybku jesiotra. Teraz jest noc. Kilka kilometrów poniżej miejsca zarybienia stoi trzyosobowy zespół pochylony nad kuwetami. Szukamy drobnych jesiotrów w stercie roślin i wszelkiej maści drewienkach, które rzeka naniosła do sieci. Przebieramy w środku lasu dwugodzinne połowy. Kończymy przebierać jeden połów, chwila przerwy i wyciągamy z wody kolejny. I tak przez osiem godzin. Stojąc drugą noc na nogach, wyczuwamy rytm żerowania komarów. Można byłoby sądzić, że koledzy z Niemiec, którzy nas zmienią, będą mieli lżej. Ale praca w dzień wcale nie jest lżejsza. Lata nad nami mnóstwo much, i tych końskich, i przylatują te ogromne, których lotu nie sposób nie usłyszeć. Zdrowy las. Trzy doby naszej pracy i nic. Poddajemy się… Może liczne w rzece okonie zniweczyły nasz wysiłek? Tym razem fiasko. Później okazuje się, że kolega złapał jeszcze boreliozę.

Wyciągamy z sieci kolejną porcję naniesionego rzeką materiału. Szukamy w nim narybku jesiotra, aby dowiedzieć się, jaki jest skład jego pokarmu.

Środkowe wybrzeże. Jesień. Rano miałem prelekcję dla dzieci i młodzieży szkolnej o rybach wędrownych i o potrzebie zwracania znaczków, którymi znakuje się ryby w celu badania ich wędrówek. Jestem nad morzem, więc korzystam z okazji i kieruję się do lokalnych przystani rybackich. Mój cel to zebranie od rybaków znaczków pochodzących ze znakowanych ryb oraz informacji o przyłowie jesiotrów. Staram się spotykać z rybakami każdego roku. Znajomość buduje zaufanie, a to ważne, kiedy chce się poznać realia. Te okazują się piorunujące. To, co zastaję, zaglądając do nadmorskich smażalni, ukazuje smutny los jesiotrów w Bałtyku. Dobitnym dowodem ich kontaktu z człowiekiem na morzu są dziś zawieszone na ścianach lokali rozłożone skóry z głowami ryb. Te osobniki jesiotra wypuścili koledzy z Niemiec. Były to ryby o długości około 1,5 m, które były tylko kilka tygodni na wolności. Ogromny żal i zdumienie, jak można zrobić z gatunku chronionego trofeum i jeszcze się z tym publicznie obnosić. Przychodzą mi na myśl oglądane w dzieciństwie programy przyrodnicze o Afryce, o słoniach, nosorożcach, gorylach… i kłusownictwie. Teraz jestem świadkiem podobnego zjawiska. Tylko że jest to XXI wiek i środek Europy.

Nowe rodzaj dekoracji – wypreparowany jesiotr ostronosy na ścianie nadmorskiej smażalni.

Środkowe wybrzeże. Jesień. Tym razem ojciec rybaka przyznał, że syn ma mały rejestrator z jesiotra. To urządzenie montowali jesiotrom naukowcy z Niemiec, aby poznać zasolenie, temperaturę i głębokość, na której przebywała ryba. Takie dane są bardzo cenne, gdyż nie sposób innymi metodami pozyskać informacji o zachowaniu jesiotra w morzu. Nagroda za przekazanie rejestratora też do małych nie należała – 100€. Mówiłem o nim rybakom w zeszłym roku, ale wówczas nikt się nie przyznał do jego posiadania w tej miejscowości, choć wiedziałem, że poławiają te ryby. Dziś do rąk otrzymuję zniszczony rejestrator. Przypadek? Nie. Rybak sądził, że zostanie “namierzony” i dla bezpieczeństwa go uszkodził. Jeden z przykładów zachowania, jakich znam wiele. Później się okaże, że nie sposób odzyskać danych, a rybakowi przekażę poza kilkoma niemiłymi słowami 10€. Szkoda, bo uprzednio udało się pozyskać nieuszkodzone urządzenie, czyli jednak można…

Zdjęty ze złowionego jesiotra rejestrator, który został później umyślnie uszkodzony.

Jestem w domu. Czytam, że Minister Środowiska uważa, że udało nam się zachować w 100% rodzime gatunki zwierząt, roślin i grzybów występujące w naszej strefie geograficznej. Życzeniowa wypowiedź także w odniesieniu do ryb. A co z największym rodzimym przedstawicielem tej gromady zwierząt – jesiotrem? Ostatniego osobnika złowiono w Polsce w ujściu Wisły na początku lat 70. XX wieku. Czy zmieniło się od tamtego czasu nasze podejście do potrzeb ochrony przyrody w celu zrównoważonego korzystania z jej zasobów? Wydaje się, że nie. Co więcej i dzisiaj nie zatrzymalibyśmy u tego gatunku zaniku naturalnego rozrodu, a przy odrobinie dobrego zbiegu okoliczności byłby on, co najwyżej, podtrzymany w warunkach sztucznych niczym jesiotr zachodni, jak ma to miejsce we Francji i Niemczech. Rybą tą niegdyś gardziliśmy… Gardzimy i dzisiaj. Skarmialiśmy jej ikrą świnie, zaś młodocianymi osobnikami ozdabialiśmy ołtarze lokalnych kościołów. Mało kto wie, że od kilkunastu lat podejmowany jest wysiłek przywrócenia jesiotra do Odry i Wisły. Jeszcze mniej chce się włączyć w działanie. Nie traktuje się tego wyzwania poważnie. Mało o jesiotrze wie Kowalski, mało i jego przedstawiciel czy to w sejmie czy w rządzie.

Wyrzucony w Jastarni na brzeg martwy jesiotr. Okaz nie trafił do rąk naukowców.
Zdjęcie otrzymane przypadkowo od turystów.

Jesiotr, o którego walczymy w naszych wodach, był i jest typowym gatunkiem wędrownym. Podobnie jak łosoś i troć wędrowna do życia potrzebuje środowiska rzecznego i morskiego. Przemieszczanie się w trakcie rozwoju osobniczego na duże odległości czyni go wrażliwym na wszystkie niekorzystne oddziaływania ze strony człowieka w różnych jego siedliskach. Zanikał już przed wojną. Wówczas państwo nie zdążyło ze swoim aparatem kontrolnym i edukacyjnym. Nie wyhamowali rybacy. Nie zdążyli naukowcy. Po wojnie dokumentowano ostatnie połowy i analizowano przyczyny jego zaniku. Ichtiolodzy marzyli o jego przywróceniu, po czym po rozpoczęciu zarybień okazało się, że historia lubi się powtarzać. Nie zdążyło prawo, zabrakło edukacji i dobrej koordynacji. Jedno Ministerstwo przez prawie trzy lata nie wydało żadnego rozporządzenia zakazującego jego połowów. Obecnie inne uznało go za gatunek ściśle chroniony a jednocześnie wyraziło zgodę na kaskadyzację Wisły i dalszą ingerencję w Odrę. Ponadto jest nielegalnie poławiany i trafia do handlu. Zatem, czy dziesięcioletni wysiłek przy jego reintrodukcji w ogóle może odnieść sukces? Dzisiaj wydaje się, że jako społeczeństwo i jego przedstawiciele: naukowcy, decydenci, rybacy nie dojrzeliśmy do tego zadania. Jeśli przerwiemy pracę, kolejnej szansy może już nie być. Czy zostanie nam tylko skóra z jesiotra wisząca na ścianie… smażalni?

dr Michał Skóra

Uniwersytet Gdański, Wydział Oceanografii i Geografii, Instytut Oceanografii,

Stacja Morska im. prof. Krzysztofa Skóry

Facebooktwitterpinterestmail